Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 979 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Brexit...

piątek, 07 kwietnia 2017 12:20

Mdli mne na słow Brexit

 

Dosłownie. Gdzie nie popatrzysz Brexit. Każdy pier*** trzy po trzy nie mając pojęcia o niczym. „wywalą nas” jęczą. Pewie, że wywalą jak do obozów, zrobią łapankę na ulicach, wsadzą do pociągów i wio! Do Francji! Adios.... wy tak na serio?! Mózg... gdyby tak każdy miał jeden!

 

No dobrze, minej agresywnie i bez „zsyłki”, jest sposób by nie zostać wywalonym - spakuj się i jazdą do domu! Ale to już. Więcej pracy dla nas, dla tych mądrzejszych, którzy zostaną. Ja po słynnym referendum usłyszałam od swojej byłej szefowej: „Jak będziecie potrzebować papierów do pracy to się je wam wyrobi”. Od obecnej podobne zapewnienie.

 

Po pierwsze i najważniejsze prawo nie działa wstecz. Jeśli przed referendum miałeś miałeś NIN, pracę i płaciłeś tax to masz duże szanse, że nic się dla Ciebie nie zmieni. Jak tak to widzę. Wkurza mnie natomiast niesamowicie wielki lament. Jak to się wszyscy boją, że nas wyrzucą, jak to nagle po referendum inaczej – czytaj wrogo - na nas patrzą.

 

Ludzie! Z kim wy się zadajecie?! Gdzie mieszkacie? Gdziekolwiek jestem Polska jest ostatnim krajem pochodzenia jaki jest wymianiany jeśli zamiast odpowiedzieć na pytanie „where are you from” odpowiadam: „sporóbuj zgadnąć”. Moża to dlatego, że naszą weekendową rozrywką nie jest: „weekend idzie trzeba się naje....”.

 

Co jest naszą weekendową rozrywką? Zwiedzamy. Podróżujemy. Uczymy się. Filcujmey wełnę. Robimy na drutach. Gotujemy, spacerujemy, oglądamy filmy....

 

Nie opuściłam Polski bo mi było źle, miałam fatalną pracę, wynajmowałam mieszkanie. Itp. Nic z tego. Miałąm dobrą pracę, z zarobkami ponad przeciętną a pół roku przed emigracją kupiłam nowy samochód. Opuściłam ją, gdyż miałam dość bycia „chomikiem w kołowrotku”. Dość wiecznie zniezadowolonych ludzi, szarości na ulicach. I mobbingu albo aczej „bobbingu”.

 

Nie miałam „zaklepanej” pracy w UK. Fart czy nie, ale robiłam to samo co przed wyjazdem z PL. Płace. Polskie płace. Niszowe? Może i tak, ale jak usiłowałam zatrudnić innego polskiego specjalistę to jak mi Bóg miły nie znalazłam nikogo „godnego”zatrudnienia. Dałam szansę polce i jeszcze dostałam za to po tyłku. Lekcja na przyszłość: nie pracować w UK z polakami.

 

Za to pomaganie dostałam słownie i poniekąd kilka razy. Raz finansowo i to chyba mnie najbardziej zabolało, ale nie ze względu na pieniądze tylko dlatego, że ktoś inny decydował o moich finansach. Spokojnie odbiję się. Nie dziś, nie jutro. Może do Australii nie polecimy znów w tym roku, może w przyszłym, ale będzie dobrze. Drugi raz psychicznie – zatrudniając, do tego stopnia, że sama odeszłam. Tak mi obrzydła praca. (to nie o tobie Susa!)

 

Nie, żeby porzuciła płace. Nadal je robię po prostu z innego punktu widzenia. Bardziej europejskiego. Nagle też okazało się, że jak się przestaniesz starać ponad normę to świat też się kręci. Ósma szesnasta i już mnie nie ma. Nie ma nadgodzin, nie ma „bo nie zrobione”. Nie zrobione? To się jutro zrobi. Boszzzzzz jak to fantastycznie ułatwia życie. Może dlatego nie lubią nas na wyspach? Bo robimy ponad normę? Nie, nie operdalam się, pracuję. Robię to co mam w zakesie obowiązków, ale nic ponad to. Ot taki bonusik dla spokojności swojej egzystencji. Ok, czasem mi się zdarza podrasować formułam excela jakiś plik, żeby zmaiast 25 pól zmieniać jedno, ale to i tak z korzyścią dla mnie.

 

Mierzi mnie jak słyszę, że ktoś nie może znaleźć pracy, że nie ma. Na serio znam parę, która przybyła do UK chwilę przede mną. Żadne znich nie znało języka wystarczająco, żeby sobie zarezerwować spotkanie po NIN. Rozumiem, emigracja zarobkowa, ale ba boga ojca czy ty w ogóle wiesz jak w razie co wezwać pomoc? Ja miałam ogromne obawy o język a przecież 10 lat pracowałam z angielskim mniej lub bardziej. Ale mniejsza. Pracę znaleźli po tygodniu lub coś mniej więcej. Wrócili do polski bo pracy w anglii nie ma. Nie można mieć wymagać prezesury jak się nawet języka nie zna. A wierzcie na słowo osoby bez języka pracują tutaj po kilka kilkanaście lat nie zadając osbie trudu nauką. Trzeba chcieć. Może jest trudniej, ale można. Praca? O pracę nie trudno o ile nie ma się wymagań: sałatki, recycling, magazyny, pakowanie. Za najniższą krajową też można spokojnie żyć. To nie jest Polska.

 

Polacy w UK... temat rzeka. Ja unikam jak ognia. Poznasz ich po dnośnych „k***” i żywcu w puszce. Są głośni i pretensjonalni. 99% z nich uważa za szczyt luksusu cztery koła (Audi) lub BMW a rejestracje rzadko przekraczają 2000 rok, ale kto by na to patrzył. POMIDOR na domowej wsi i tak wyjdzie bo niewielu wie jak czytać tablice rejestracyjne. Lans będzie murowany.

 

Dobrze różnicę między polakami a innymi nacjami pokazała sytuacja kiedy kupiłam sukienkę na ebayu i sprzedawca zostawił mi na niej elektroniczny klips. Zadałam pytanie na okolicznej polskiej i angielskiej grupie FB. Polacy zaczeli od „Zdejmą Ci to w każdym sklepie, albo wezwą policję”. I dalej to już poleciało. Anglicy? „Możesz to zrobić tu lub tu” nikt nie wspomniał słowem czy mam tę rzecz legalnie czy nie. Potem poradzili kilka sposobów na domowe rozwiązanie. Koniec końców pomogła mi polka.

 

Nie mam  w UK znajomych polaków. Nie mam tu żadnych bliskich znajomych. Nawet takich żeby ich poprosić o opiekę na kotami jeśli zachce mi się urlopu. Chociaż zakładam, że gdybym zapytała w pracy pewnie by się ktoś znalazł.

 

Brexit? Do tego oststecznego brexitu jeszcze daleko. Negocjacje dopiero się rozpoczęły. Poczekamy zobaczymy, ale żeby od razu panikować? Jest tyle krajów pomiędzy Polską a UK. Można wybierać.

 

Nie chcę wracać do Polski. Mimo, że już kilkakrotnie proponowano mi pracę za dobre pieniądze nadal nie chcę wracać. Nie czuję „polski”. Mam z nią niezbyt dobre skojarzenia. A to co się dzieje w polityce ostatnio stawia pod znakiem zapytania czy ja w ogóle chciałabym ten kraj odwiedzać. 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

A bo tak! part II

sobota, 07 listopada 2015 9:16

 

- Gdzie się wybierasz?

- Cóż.... dziewczyny wspomniały coś o gotowaniu. Laurel im pomaga. Co oznacza, że mogą być ofiary śmiertelne. Ale ja jestem jeszcze gorsza. Ostatnim razem skończyło się niemal na przyzywaniu demonów. Postanowiłam zatem wymknąć się do miasteczka i zjeść porządny obiad w restauracji., albo zapchać się frytkami. Chcesz być moim wspólnikiem zbrodni?

- Stawiasz?

Uśmiechnęła się uwodzicielsko.

- Deser omówimy w drodze, ale szczerze wyrosłam już z seksu na tylnym siedzeniu

 

 

Amanda skrzywiła się widząc na wyświetlaczy numer Laurel.

 

- Twoja ulubienica. - mruknęła – Chcesz odebrać? Mój „little bitching” jest nieco zardzewiały.

 

Uniósł brew do góry więc odrzuciła połączenie. Sekundy później zadzwonił jego telefon.

 

- Powodzenia. - poklepała go po ramieniu idąc dalej.

 

Po kilu minutach monologu Laurel i jego przytakiwań zamknął telefon.

 

- Doroczny bal przebierańców?

 

Amanda przewróciła oczami.

 

- Lauren przebiera się za Kleopatrę. - powiedziała w końcu – Chcesz iść jako Cezar?

 

- A będzie miała kobrę?

 

Mimowolnie parsknęła śmiechem.

 

- Prawdę mówiąc nie wiem czy jej asystentka idzie czy nie.

 

Widziała jak zerknął na nią zza ciemnych szkieł okularów.

 

- Boże straszna z Ciebie suka.

 

Amanda zatrzymała się wpół kroku. Nabrała głęboko powietrza i wolno je wypuściła. Przymknęła oczy.

 

- Co się stało?

 

Zwróciła na niego swoje „sypialniane” spojrzenie.

 

- O mój Boże. - wyszeptała łapiąc się za serce – Komplementy! - jej głos był pełen niedowierzania – Chyba właśnie doszłam.

 

Rzuciła mu sarkastyczne spojrzenie spod rzęs i ruszyła dalej.

 

- Wariatka. - powiedział pod nosem, ale mimowolnie uśmiechnął się.

 

Kręcąc z dezaprobatą głową poszedł za nią.

 


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Angliki na drodze

środa, 19 sierpnia 2015 23:53

 

 

W końcu prawo w PL musiało się dostosować do tego, które od lat jest w krajach Unii. W końcu. Muszę się jednak przychylić do tych osób, które mówią,, że to paranoja. Bo to jest paranoja. I to mówię ja emigrantka z UK. Jak pomyślę, że mogłabym pojechać  moim prawie nowym anglikiem w PL to zalewa mnie zimny pot. Ze strachu, że coś mogłoby mu się stać przez nieszanujących przepisów drogowych rodaków.

 

Wydawało mi się naiwnie, że skoro mam prawo jazdy od 15 lat i robię rocznie 20-25 tyś rocznie to coś tam już w życiu wiem o jeżdżeniu. A i owszem jestem kobietą co pewnie nie przysporzy mi fanów, bo co "baba" wie o prowadzeniu samochodu. Wielokrotnie byłam a UK gościem i nie odważyłam usiąść za kierownicą z drugiej strony. Okoliczności "przyrody" jak to bywa zmusiły mnie nie jako do emigracji. I tak i ja i moje nowiutkie autko wyjechaliśmy z euro tunelu pewnego poranka w listopadzie 2014.

 

Generalnie zgodnie z przepisami w UK będąc rezydentem, możesz korzystać z europejskiego auta jeśli spełnisz wymagania DVLA (lusterka, światła i takie tam). Musisz je jednak przerejestrować i zapłacić tutejsze ubezpieczenie, które tanie nie jest. Owszem zniżki z innych krajów europejskich są honorowane, ale nie przez wszystkie towarzystwa i trzeba się nagimnastykować. Czasem, jak w moim przypadku, nie było warto. Autko wróciło do PL po 182 dniach czyli tyle ile - LEGALNIE - wolno tu mieć auto nie zarejestrowane w UK. Oczywiście można napisać do DVLA i uzasadnić potrzebę przedłużenia. Jeśli nie twoje auto nie może wjechać na terytorium UK przez następne 360 dni od daty jego opuszczenia.

 

Z legalnego punktu widzenia auta z europejskimi tablicami mogą być tu "na wakacjach". Rezydenci muszą przerejestrować. Niedopełnienie obowiązku skutkuje tym, że twoje auto jest odholowanie i skonfiskowane - możesz mu pomachać na do widzenia. Jak masz odrobinę szczęście to dostaniesz nakaz natychmiastowego opuszczenia swoim autem terytorium UK.

 

Jak się jeździ europejskim autem do UK? Super! Poza małymi niedogodnościami jak np. płatności na bramkach. To bywa kłopotliwe. Tyle jednak, że ludzie mają na tyle kultury, żeby nie trąbić na ciebie jak coś robisz dłużej. Oni po prostu poczekają. Poruszanie na autostradach jest proste. Gorzej na rondach, ale jak mi wytłumaczył tutejszy kolega z pracy po prostu pomyśl, że wszystko odbywa się zgodnie ze wskazówkami zegara. Co by nie mówić - logiczne!!

 

Mentalność kierowców w UK jest zupełnie inna niż w Polsce. Nie ma wyprzedzania na trzeciego, wszędzie ktoś Cię wpuści, każdy zatrzymuje się na pasach - zwłaszcza takich, które mogą Cię kosztować mandat - takie z migającymi lampkami. Wszystko jest jakby opatrzone nalepkami "powoli, powoli, w końcu się uda, jutro też jest dzień" - nawet jak parkujesz na przysłowiowe 73.

 

Tak więc moje maleństwo wróciło do PL. Niestety Nissan stoi sobie grzecznie pod brzozą i czeka kiedy "pańcia" wpadnie do fryzjera i będzie go potrzebować. Każdy powód jest dobry- sami przyznacie. Kiedy autka zabrakło a trzeba do pracy dojeżdżać 70 mil w dwie strony (co zabiera godzinę w jedną i w drugą - czyli tyle co w PL 15km do centrum) auto jest "niezbędne". Dobra nie jest, bo są inni dojeżdżający, ale ja np. mogę wozić, ale nie lubię "być wożona". Auto jednak daje dużo swobody a ja lubię zwiedzać.

 

Po pierwsze jak wsiadłam chciałam zapiać pasy.... prawą ręką... "baba" powiecie, przykre to, ale panowie robili to samo. Jeżdżąc 15 lat w ruchu prawostronnym szukasz lusterka wstecznego patrząc w prawo i jest to odruch. Tam teraz jest.... SZYBA. I potencjalnie barierka albo ludzie jadący w drugą stronę.

 

Usiłowałam jeździć manualną skrzynią biegów siedząc po jedynej właściwej stronie drogi - lewej. Dupa. Tyle powiem. Manualna skrzynia biegów? Zdecydowanie nie dla mnie. Nie mam odruchu zmiany biegów lewą ręką. Od tego była prawa ręka, która teraz nie ma co robić. Nie to, że nie próbowałam, ale czułam się jakbym pierwszy raz wsiadła do auta - trzeba było patrzeć jak ręka zmienia bieg. Nope! Znaczy NIE.

 

Jak już w końcu ruszyłam... nagle okazało się, że oś jezdni jest nie w tym kierunku i zamiast jechać jednym pasem jadę niemal dwoma. Sęk w tym, że teraz siedzisz z innej strony i inaczej twój "środek ciężkości" spoczywa. Gdzie indziej i inaczej widzisz osie jezdni. Inaczej ocenia się odległość. Jeśli nie jedziesz dwoma pasami to szorujesz felga po krawężniku. Nic dziwnego, że jak wypożyczałam auto w UK na weekend (tańsze niż proszenie o zawiezienie na lotnisko) bardzo silnie rekomendowano mi ubezpieczenie kół i felg.

 

Jak jechać po jednym pasie? Są różne szkoły. Niektórzy kleją sobie kropki na środku szyby. Czerwona i zielona - chyba wiadomo po co. A inni znajdują sobie punkt odniesienia na słupku - tam gdzie kończy się tapicerka oznacza, jestem na pasie. Każdy sposób jest dobry, o ile skuteczny. In the end posiadam auto w automacie z cruise-control a jedyne czym mam się martwić to jechanie po jednym pasie pomiędzy białymi liniami. Mam to auto od 1,5 miesiąca, robiąc 500mil tygodniowo, i dopiero teraz łapię się, że patrzę w lusterko wsteczne - i mam na myśli w dobrą stronę a nie za okno.

 

Jeśli zatem komuś się wydaje, że kupi "anglika" sprowadzi go do PL i będzie sobie "śmigał" to ja mu życzę 7 żyć jak kotu. W PL wbrew pozorom jeździ już dużo "anglików". Nasi emigranci odwiedzają "stare śmiecie". Jedni odwiedzają, inni jadą po nowe zapasy "słoików".

 

To czego nauczyłam się na wyspach to przede wszystkim: stać Cie nawet na nowe auto - i nie mówię o tych co mieszkają w Londynie, tam niestety jest ciężko, ale Londek nie jedynym miastem w tym kraju! Po drugie nauczyłam sie cierpliwości na drodze. Jeżeli jest ograniczenie do 40 to jedziemy 40 i tak inni przed nami nie jadą szybciej. Ci, którzy posiadają szybsze auta po dojechaniu na autostradzie do kogoś, kto prawym - najszybszym - pasem jedzie przepisowo, będą za nim jechać. Jeśli ktoś Ci mruga światłami, kierunkiem lub siedzi w bagażniku - masz 99,99% pewności, że to polak, nawet jak rejestracja jest "tutejsza".

 

Angliki w PL to "ludobójstwo" - niemal. Osoby o "polskiej" mentalności drogowej będą poruszać się po wąskich drogach, gdzie wyprzedza się na trzeciego siedząc od złej strony ulicy. Jak ktoś mądrze napisał: przyszła pora aby Anglicy pozbyli się złomu, podobnie jak Holendrzy, Hiszpanie i swego czasu Niemcy. Już widzę te "niebite"  auta z kategorią C lub D, ale kto by to sprawdzał, w końcu Polak "gupi" kupi bo się nie zna! Te auta są prawie za darmo - w cenie złomu. Bo są wykluczone z ruchu. Spisane na straty przez ubezpieczycieli i przeznaczone do demontażu. A fenomen polega na tym, że zarówno w Niemczech jak i w UK auta po kasacji nie da się zarejestrować.

 

W Polsce problemem jest głupota i brawura kierowców, a nie to, po której stropie jest kierownica. Problem jest nie w kierownicy tylko w tym co znajduje się między kierownicą a fotelem kierowcy...


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (9) | dodaj komentarz

coś z pamięcią nie teges...

środa, 19 sierpnia 2015 15:16

 

Drodzy Panowie!

Nie wystarczy wyjść z domu i być chujem na drodze! 

Wypadałoby też zabrać mózg. Ten właściwy, zlokalizowany w czaszce też.

 

kurtyna


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Na straganie w dzień targowy

środa, 19 sierpnia 2015 15:07

 

Na straganie w dzień targowy takie słyszy się rozmowy... 


"dlaczego nie użyłaś nowego cennika?"

"bo nie ma nowego cennika na stronie"

"mogłaś zapytać"

"ale nie wiedziałam, że jest nowy od dzisiaj"

"to żadne wytłumaczenie"

 

kurtyna! 

 

ps. WTF??? 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (9) | dodaj komentarz

Heroina srebrnego ekranu

poniedziałek, 13 lipca 2015 9:58

Niemal w każdym fiilnie kobiecy charakter /postać jest przedstawiany tak samo. Oglądasz film kolejny film i już na pierwszy rzut oka: wiesz. Wiesz – jaka ona będzie. Są tylko dwa typy.  Zrujnowana emocjonalnie dama, która nieoczekiwanie znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie, czekająca cierpliwie na wybawienie przez przystojnego, silnego i etc. mężczyznę, który znajdize się we właściwym miejscu i czasie, bez względu na konsekwencje pośpieszy na ratunek.

 

Albo jest to zraniona emocjonalnie kobieta, która mężczyzn trzyma na dystans, bo każdy jest taki sam (kto u diabła kazał Ci próbować wszystkich..? ), zamykając się w emocjonalnym kokonie i izolująca od wszystkich.  Kobieta o wzroku łani dążąca do samodestrukcji, która jest wołaniem o pomoc... Wtedy, nagle i niespodziewanie! Nie mogąc już dłużej wytrzymać swoich włąsnych leków i beznadziejnego życia za taflą szkła rzuca się w wir i pozwala swemu ciału zsunąć się w przepaść. Tuż przed upadkiem na asfalt trzęsie się ziemia i niebiosa twierają!  Przybywa ON!  Łapie ją za rękę w ostatniej chwili (k*** przecież nadgarstek i bark by jej wyrwał jakby tak złapał przez asfaltem, ale cóż to lepsze niż zeskrobywanie z tego asfaltu w sumie). Miłość od pierwszego wejrzenia.  Przecież musi ją uratować przed samą sobą.

 

Te scenariusze nie ograniczają się do romantycznych komedii. One są w każdym jednym gatunku filmowym. W każdym filmie... what a f*** waste of time. Gorsze są już tylko filmy ze Stevenem Segalem i jego drewnianymi dialogami.

 

Co w tym złego? Tylko to, że mastolatki i kobiety oglądające takie filmy czekaja na zbawienie, na swojego księcia z bajki, na tego jedynego ratującego z opresji. Czemu rodzice zamiast opowiadać nam o wielkim złym wilku albo o złych królowych opowiadają nam o kopciuszku? Jakieś ich własne niespełnione marzenia?

 

Złe królowe to tylko  księżniczki, które kiedyś znalzły się w tarapatach ale w okolicy nie było żadnego księcia, żeby je uratować, więc zrobiły to same. One nie były zawsze złe, dla mnie one nigdy nie były złe. Znalazły się w złym mijescu i czasie i musiały ratować same siebie. I właśnie dzięki temu, że stały się niezależne, potrafią myśleć samodzielnie

 

Nie ma kobiet „suK’ są tylko mężczyźni, którzy nie dadzą rady za nimi nadażyć ani naleźc się nawet szczebelek niżej a co mówić na tym samym poziomie. Jesli czegoś nie mogę „mieć” powiem, że jest głupie i będę negować. Wtedy poczuję się lepiej i dowartościuję samego siebie. Kobiety, które mają sowje zdanie i go bronią nie są pożądanym towarem na „randowym targowisku”.

Duzo się mówi, że kobieta powinna być niezależna i mieć własne zdanie a jednak jak szeroko nie spojrzeć na kulturę muzyczną, której teksty umówmy się nię są szczytem lieracki, odpicowane blondynki i szokujące brunetki wręcz POTRZEBUJĄ mężczyzny w swoim życiu aby czuć się „kompletne”. Nie wiem, nie wiem... mnie mam urodziła w całości i nie czuję konieczności szukania swojej drugiej połowy.  Bądź samowystarczalna, niezależna ale znajdź bogatego męża... Eeeee że co?

 

Mitologizujemy takie kobiety, ale jak przychodzi co do czego to sa one aleniowane. Dlaczego? Proste  - ludzie się ich boją. Tak po prostu. Bo mają swoje zdanie – BA! Co gorszą jeszcze je głośno wypowiadają. Nie idą za tłumem, mając własny zestaw zasad. Nie podąża za tłumem, ma własne pomysły i nie boi się ich realizować. To nie jst chorągiewka obracająca się w stronę skąd wieje najsilniej.

 

Czemu przeraża to mężczyzn? Pomyślmy: jest samodzielna, odważna, ma swoje zdanie i nie boi się go wyrażać. Jest niepokojąca w każdy możliwy sposób i trudno nagiąć ją dla własnego „ja” – jeśli w ogóle. One nie potrzebują faceta, męskich silnych ramion do pomocy. One chcą partnera do rozmowy, kumpla do wspólnych wypraw, ale to nie znaczy, że jest zależna. Mogłaby to wszystko zrobić sama. Ona Cię nie potrzebuje. Ona CHCE z tobą być. Nie ma chyba lepszego łechtania ego niż takie stwierdzenie – jest ze mną bo chce być a nie dlatego, że mnie potrzebuje. Na Boga to nie jest handel wymienny – coś za coś!

 

Terminator? Nie...  kobieta z krwi i kości posiadająca uczucia. I co z tego, że nie wszyscy będa ją lubić? Nie wszyscy się liczą. Niektórzy wręcz nie mają zanczenia. To najlepszy przyjaciel pod słońcem, który zamiast słodzić powie Ci prawdę. 

 

Tylko czy my lubimy takich? Oj... nie sądzę. W końcu skądś wzieły się komentarze “trudna suka z którą trudno wytrzymać”. Alez prosze pana pan, po prostu jesteś pierdoła i nie wiesz co zrobić z myślącą niezależenie kobietą, której szacuneku nie umiesz zdobyć i nigdy nie staniesz się dla niej autorytetem . Po co od razu przymiotniki?

 

Niezależne dziewczyny są wspaniałe! Są inteligentne, stanowczy i wymagający. I może to „wymagające” jest kluczowe w pewnym sensie? 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Nie odkładaj macierzyństwa na potem!

poniedziałek, 08 czerwca 2015 20:00

 

Akcja Fundacji Mamy i Taty opublikowała śliczny 31 sekundowy spot. Dorobiłam się wszystkiego, ale nie starczyło mi czasu żeby zostać mamą...

 

Idąc cytatem: „Na początku lat 90. kobiety rodziły pierwsze dziecko zazwyczaj w wieku 23 lat. Obecnie statystyczna Polka zostaje matką, gdy ma ponad 27 lat. Współcześnie wiele par na pierwszym miejscu stawia karierę czy spełnianie osobistych pasji. Przyczyną odkładania w czasie decyzji o założeniu rodziny może być też niezadowolenie z sytuacji materialnej. Przyszli rodzice chcą być pewni, że są w stanie zapewnić odpowiednią opiekę swoim dzieciom.”

 

Biorąc pod uwagę spocjal jaki zapewnia Polska trudno mówić o jakimkolwiek wsparciu. Kwoat „rodzinnego” to śmiech na sali. „Becikowe”? Niby coś a niby nic. Każdy rodzic chce da swojego dziecka jak najlepiej, może dlatego niektórzy nie chcą się na nie decydować nie mogąc mu zapewnić tego czego zawsze pragnęli sami będąc dziećmi?

 

Nie wiem jednak co gorsze, kiedy dzieci mają dzieci ponieważ obyczaje się rozluźniły czy kobiety, które nie decydują się na macierzyństwo ze względu na obawy za co je wychowają?

 

Już na marginesie: Film totalnie oderwany od normalnej polskiej rzeczywistości. Od kiedy największym problemem  powodującym niski wskaźnik urodzeń jest fakt, że ludzie pędzą za karierą? Mam dośc szerokie grono znajomych, wiekszośc z nich siedzi na 30-35 kredytach na mieszkanie (na marginesie niejedno zbudowanie przez ostatnie 15 lt mieszkanie jest tak fatalnie rozplanowane, że moje 36,5m mieszkanko na wielkiej płycie to przy nich pałace). Biorąc pod uwagę niestabilność zatrudnienia w Polsce... ciężko widzę ich przyszłe potomstwo.

 

Dziecko to poważna sprawa i powinno sie wziąć pod uwagę wszystkie za i przeciw - uwierz mi, ze generalnie zawsze więcej bedzie "przeciw". Nie ma "idealnego momentu" na dziecko. Albo masz studia, albo pracujesz na umówie śmieciowej, albo masz mega super prace i pniesz sie do góry, albo zdrowie coś nie teges, albo w związku szwankuje, albo masz plan na podróż życia, albo... albo... Może przyszłe matki za bardzo koncentrują się na tym jak bardzo „ograniczy” je dziecko zamiast na tym jak sprawnie poradzić sobie realizując siebie i posiadając dziecko?

 

Decyzja o rodzicielstwie (nie "macierzyństwie", wszak w całej sprawie uczestniczą również ojcowie!) zależy nie tylko od chęci wyjazdu do Paryża. Myślę, że Fundacja Mamy i Taty powinna nagłośnić kilka bardziej istotnych problemów, np.:

 

- brak dostatecznej ilości miejsc w publicznych żłobkach i przedszkolach, - trudności w szybkim i skutecznym dostępie do nieodpłatnych usług medycznych w ramach NFZ (nie wszystkie kobiety stać pewnie na to, by ich ciąża była prowadzona w ramach prywatnej służby zdrowia),

 

- role płciowe, które sprawiają, że to kobieta głównie ma zajmować się domem, co bywa trudne do połączenia z pracą zawodową (tak się składa, że kobiety parę lat w tej szkole spędzają i później chciałyby to wykorzystać - nie widzę w tym nic złego),

 

- sytuacja na rynku mieszkaniowym - mało dostępnych mieszkań na wynajem, co powoduje, że młode małżeństwa często są niejako zmuszone wziąć kredyt, aby się ustabilizować (a z jednej pensji się go trudno spłaca),

 

 - ostracyzm wobec kobiet, które świadomie NIE CHCĄ mieć dzieci. Nie każda kobiecha CHCE być matką,

 

- elastyczne formy zatrudnienia, które nie gwarantują ochrony w trakcie ciąży, porodu i połogu.

 

Obawiam się, że kampania będzie się mijac odbiorem ze swoim celem. Celem jest uświadomienie, że czasem na posiadanie dzieci jest za późno, że odkłądanie macierzyństwa w czasie może doprowadzić do tego, że nie będziemy w stanie mieć potomstwa. Jaki jest odbiór? Wystarczy poczytać komentarze internautów dywagujących o prorodzinnym państwie itp. 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

A w Polsce pada deszcz

poniedziałek, 22 grudnia 2014 11:53

Dobra, dobra tu też coś sobie pada z nieba, ale przynajmniej nie pierze żabami - jak mawia Ewa - a jedynie z nieba leci spray. Tak, tak naleciałości ingliszowe ale inaczego tego zdarzenia pogodowego nazwać nie można. 

 

Dziwny to kraj na wyspie, gdzie jeździ się po złej stronie drogi, używa dziwacznych kontaktów, jada indyka na wigilię, nie lubi kapusty kiszonej i ptasiego mleczka za to nigdzie się nikt nie spieszy.  kolejce w supermarkecie nikt Cię nie popycha, żeby szybciej a pani kasjerka chętnie zamieni z  tobą kilka słów i NIKT, ale to NIKT nie powie "szybciej" a jedynie cierpliwie poczeka. 

 

Kraj to taki, że lubię odwiedzać "ciuchlandy", które naszych nie przypominają wcale. Na Gumtree znajdziesz antyki w okazyjnych cenach. Z tego też powodu w mojej sypialni zamieszkały ponad 100 letnie meble w stylu francuskim Jarman and Platt, na których czas odcisnął swoje piętno , dodając im niesamowitego uroku. 

 

Pozdrawiam więc wszystkich poniedziałkowo zaczynając nową serię swoich wpisów pod tytułem: trudne życie na emigracji. Życie, które w sumie trudne nie jest jeśli tylko nie wyjeżdża się tam w celach "zarobię i wrócę". 

 

ps. jakoś ten  grudzień co roku przynosi jakieś przełomy. W tym roku nową pracę, 7 lat temu rozwód :) 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (32) | dodaj komentarz

A bo tak!

piątek, 28 listopada 2014 22:59

- Co tak naprawdę tu robisz? - spytała Amanda opierając się o maskę auta.

- Przesyłka specjalna od szefa.

Podał jej teczkę. Przejrzała ją i rzuciła na dach Tahoe.

- Ten facet naprawdę musi mnie nienawidzić. - mruknęła

- A ty zapewne nie wiesz za co? 

- Oj weź. To było proste wejść-wyjść.

Zmarszczył czoło.

- Zostawiłaś za sobą 24 ciała.

- Czy liczy się, że wszyscy byli źli? - westchnęła widząc jego spojrzenie – A co według Ciebie powinnam zrobić? Dać się złapać i torturować? Dzięki, ale nie.

- Więc zamiast tego wrzuciłaś tam granat i skoczyłaś z 5 piętra wprost do rzeki.

Wzruszyła ramionami nie chcąc przypominać sobie jak długi leżała w szpitalu.

- Ja przeżyłam, mamy 24 terrorystów mniej, znaleźliśmy dane, których potrzebowaliśmy. Misja wykonana. Congratulations, to me. I dokładnie z tego powodu Hotchner nie pozwolił mi się przenieść do ATTF i Manoso.

Uniósł brew do góry.

- Którego?

- Nieważne obaj są „sweet as sugar”.

Noah zaśmiał się.

- April Joy wyrwała by Ci serce

- Myślę, że jest bardziej pomysłowa, ale moja siostra też bywa kreatywna.

- Dwóch z trzech.

- Ostatni bawi się w black ops. - westchnęła.

Milczeli kilka chwil.

- Wracasz do miasta? - spytała

- Zostaję na kilka dni, żeby odpocząć.

- Bullshit

Noah roześmiał się.

- Hotch kazał mi mieć Cię na oku.

- Tja to bardziej w jego stylu. Jak długo mam być niańką?

- Zacytuję: jak długo będzie trzeba.

Wzięła głęboki oddech i wolno wypuściła powietrze.

- Sorry.

- Przydadzą mi się wakacje. - odparł.

- Zapomnij. Słyszałam o niej wcześniej. To jest kolec w tyłku.

- Jaka dobrana z Was para.

Uniosła brew do góry.

- Nie wiedziałam, że muszę dodać sadysta do twoich cech osobowościowych.

- I tak mnie kochasz.

Zmierzwił jej włosy.

- Ledwie toleruję. Kiedy pojawi się tu Carson?

Na ustach Noah pojawił się uśmieszek. Zwróciła oczy na drogę dojazdową. Z lasu wyjechał czarna półciężarówka Forda.

- Rodzina w komplecie. - powiedziała Amanda patrząc jak Will wytacza swoje potężne ciało z ciężarówki.

- Hey Noah. - mężczyźni wymienili skomplikowany uścisk dłoni – Hey Mandy.

- Nie nazywaj mnie tak. Nie spodobają Ci się konsekwencje. Poza tym wyczuwam lekki kompleks - wskazała na auto - ale doceniam, że nie jest to firmowy Explorer. Przynajmniej wiemy z czym mamy do czynienia.

Stanęli naprzeciwko siebie. Will zrobił niewielki krok w przód zmuszając ją do podniesienia głowy jeśli chciała mu spojrzeć w oczy. Oparł się przedramionami o auto.

- Musisz popracować na swoimi technikami zastraszania. - powiedziała

- Ty też do mistrzów nie należysz.

- Ale przynajmniej lepiej wyglądam w szpilkach i gorsecie dzierżąc w dłoni pejcz.

- Reakcja mogłaby być odwrotna do zamierzonej.

- Chcesz sprawdzić?

Jej głos przypominał płynny aksamit.

- Czy wy flirtujcie? - spytał Noah unosząc brew - To obrzydliwe.

Amanda przygryzła wargę i przeniosła na niego swoje półprzymknięte powieki.

- Chcesz się dołączyć.

- Za żadne pieniądze. - odparł odchodząc.

Will wypuścił ją z pułapki. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Sorry, taki mamy klimat

czwartek, 23 stycznia 2014 10:28

 

Nie rozumiem medialnego zamieszania wokół pani Bieńkowskiej. Czy powiedziała coś niezgodnego z prawdą? Nie! Powiedziała tylko to czego nikt nie chciał powiedzieć w latach poprzednich. Zamiast populistycznie przepraszać za wszystko przypomniała, że mamy zimę. Dlaczego Pani minister ma przepraszać za zimową pogodę? Samoloty są codziennie odwoływane np. przez mgły i jakoś nikt szumu nie robi.

 

I jak zwykle nasz cudowny kraj mędrców wszelakich postanowił zareagować i wytoczyć ciężkie działa swojej życiowej eksperckiej „logistyki” bo logiką to tego nazwać nie można. Jesteśmy ekspertami od piłki nożnej, tenisa ziemnego a teraz od pogody!

 

Stanowisko stracił wczoraj prezes spółki Intercity. Ale za co ja się pytam! Za co? Za to, że padał marznący deszcz? Czyżby pan prezes zapomniał z łożyć kogoś w ofierze i nagle mamy mrozy i pogodę godną zimy? Ludzie opanujcie się!! Czy wy w ogóle wiecie co się dzieje w innych krajach kiedy nagle pogarszają się warunki  pogodowe? W takiej Brukseli nawet czasem nie odśnieżają jak jest weekend a całą – CAŁĄ – komunikację miejską się ZAWIESZA. I ludzie żyją i nikt z tego skandalu nie robi.

 

Ale według naszych cudownych rodaków taka sytuacja jest nie do pomyślenia w cywilizowanych krajach. Pomyślcie o tych co mieszkają w UK i muszą skrobać lód z szyb aut i nie oczekują przeprosin od premiera Cameron za niedogodności klimatu.

 

Ahhhhh zapomniałam Polacy mają taki mistrzowski sport narodowy jak NARZEKANIE! I jak zwykle trzeba obwinić o to rząd, masonów i gender! Pasażerom powiem tyle: cieszcie się, że siedzieliście w pociągu a nie na zewnątrz. Zawsze to odrobinę cieplej.

 


Podziel się
oceń
2
1

komentarze (35) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  3 603 169  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

o wszystkim i o niczym :)

Statystyki

Odwiedziny: 3603169

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Facet

Pytamy.pl